Warszawa 09.08.2002 r.   

     Stowarzyszenie Przeciwko Zbrodni im. Jolanty Brzozowskiej, jak sama nazwa wskazuje i praktyka statutowa naszej organizacji, stoi zawsze po stronie osób dotkniętych przemocą. Zatem rodzi się pytanie dlaczego nasze Stowarzyszenie w sposób wyraźny i jednoznaczny opowiada się po stronie osób, które w rozumieniu prawa dokonały zbrodni?
     "Spaliśmy, gdy do naszego domu wtargnęło kilku mężczyzn. Rzucili się na moją żonę i córkę. Zaczęli wrzeszczeć, że chcą pieniędzy. Rozbudzeni ze snu byliśmy w szoku, nie mogliśmy wydobyć głosu. Wtedy zaczęło się najgorsze. Jeden z bandytów wyciągnął pięcioletnią córeczkę z łóżka i uderzył nią o ścianę, w tym czasie drugi zerwał koszulę z mojej żony. Wtedy coś we mnie pękło, uruchomiło nieznane mi mechanizmy. Zerwałem się i jednym susem doskoczyłem do sieni, w której stała siekiera. Nie wiem ile to trwało....."- to zdarzenie miało miejsce kilka lat temu w podkieleckiej wsi. Mąż i ojciec broniący swojej rodziny zabił siekierą trzech napastników. Został oskarżony o zbrodnią zabójstwa.
     Powyższy przykład mówi wyraźnie, że była to nie zbrodnia zabójstwa, jak chce prawo, lecz zwyczajnie obrona konieczna zgodna z poczuciem społecznej sprawiedliwości.
     Młodzi ludzie, którzy wyeliminowali zagrożenie dla siebie i dla swoich rodzin, działali również, w naszym przekonaniu, w obronie koniecznej. Czy można wyobrazić sobie, co czuje człowiek każdego kolejnego dnia lżony, bity, zastraszany? Co czuje człowiek zapędzony w ślepy zaułek? Co czuje człowiek, który jest odpowiedzialny, który kocha, dla którego nie jego własne dobro, lecz najbliżsi, są najwyższą wartością?
     Prawo nie mówi o uczuciach, emocjach, łzach, bólu. Prawo szufladkuje i często przez to ze zbrodniarza czyni ofiarę, a z ofiary zbrodniarza.
     Oczywiście można było dokonać innego wyboru, na przykład popełnić samobójstwo, tego polskie prawo nie zabrania. Z takiego rozwiązania w jakiś sposób zadowolone byłyby ich "ofiary". Można było zaszyć się w Bieszczadach... Można było równie dobrze przebiec nago Marszałkowską, by zwrócić na siebie uwagę i na swój dramat.
     Oni zrobili inaczej. Zdeterminowani, zastraszeni, pozostawieni sami sobie rozwiązali swój problem w sposób taki, jaki im został narzucony.
     A kim były "ofiary"? Napakowani, bezwzględni, nie mający żadnych skrupułów, znani policji i wymiarowi sprawiedliwości bandyci. Nawet po swojej śmierci dręczyli swe ofiary. Jak? Nigdy by nie ustalono ich tożsamości, gdyby nie mieli licznych bandyckich tatuaży. Bezimienne zwłoki niewinnych ludzi przez wiele lat leżą niezidentyfikowane w Zakładach Medycyny Sądowej.
     Nie jest tak, że Stowarzyszenie wskazuje takie rozwiązanie jako właściwe dla rozwiązywania tak dramatycznych problemów. Jednak absolutnie rozumiemy, co czuje człowiek, który jest w stanie absolutnej destrukcji emocjonalnej.
     Wyrok, na który skazano tych biednych mężczyzn, uważamy za absolutnie niewspółmierny do popełnionego przez nich czynu. Niedawno Sąd warszawski skazał również na 25 i 15 lat pozbawienia wolności matkę, jej przyjaciela i kolegę za przeokrutne zabójstwo jej 6-letniego synka. Chłopczyka żywcem rzucono zima do lodowatej Wisły. Motywem tej zbrodni był fakt, że kobieta chciała sobie ułożyć życie, a dziecko przeszkadzało jej przyjacielowi. Jeśli porównamy ofiary obydwu zdarzeń, osoby sprawców i motywacje to aż chce się krzyczeć: "Temida jest nie tylko ślepa, ale i..."
     Sądy w Polsce wielokrotnie skazywały zabójców, zwyrodniałych gwałcicieli na kary 15-25 lat pozbawienia wolności. Ich ofiarami były czyjeś matki, żony, córki, ciężko pracujący troskliwi mężowi i ojcowie. Jednym słowem ofiarami zazwyczaj bywają dobrzy, niewinni ludzie. Na przykład kilkuletni Olek Ruminkiewicz uprowadzony dla okupu i zamordowany przez sędziego z Konina - wyrok 25 lat, młoda kobieta napadnięta przez kilku zwyrodnialców, wielokrotnie zgwałcona i zamordowana - wyrok 25 lat. Takich przykładów można by mnożyć w nieskończoność. Tu ofiary nie sprowokowały sprawcy, nie zrobiły nic złego, nie prosiły o śmierć, a jednak ich oprawy zostali potraktowani dość łagodnie.
     Stąd budzi się nasz sprzeciw, że w sytuacji gdzie "ofiarami" są bezwzględni i okrutni bandyci, śmierć im zadana przez rzeczywiste OFIARY zostaje wyceniona również na 25 lat. Nie jest prawdą populistyczne stwierdzenie, że każdy człowiek i każde życie ma tę samą wartość. To demagogia. Jak można porównać życie sześcioletniego, utopionego żywcem Michałka z życiem dorosłych, nie mających szacunku do życia innych, bandytów. Nie każde życie jest wartością najwyższą, jak chcą tego niektórzy teoretycy.
     Skazując na tak wysoką karę Sławka Sikorę i Artura Brylińskiego Sąd nie zastanowił się nad tym, że to właśnie oni byli zaszczutymi ofiarami. Zostali ukarani za to, że nie potrafili poradzić sobie w inny sposób z oprawcami. To nawet można nazwać wtórną wiktymizacją, najpierw przez bandytów, a potem przez wymiar sprawiedliwości. To, co zrobił Wymiar Sprawiedliwości oskarżonym w tej sprawie, jest głęboko niesprawiedliwe, niezgodne z przekonaniami ogółu społeczeństwa, a co gorsza wpływa deprawująco na świat przestępczy. Jest wskazówką dla innych bandytów: "Jeśli jakaś wasza ofiara zrobi wam krzywdę, to dla nas sędziów traktujący na równi wasze życie z życiem Matki Teresy z Kalkuty, surowo pomścimy waszą śmierć".
     Stowarzyszenie Przeciwko Zbrodni im. Jolanty Brzozowskiej współczuje i w pełni solidaryzuje się ze skazanymi w tej sprawie, popiera jednocześnie ich starania o akt łaski.

Za Zarząd Stowarzyszenia    
Prezes    
Krzysztof Országh